INTRODUCING
GALERIA PRZYPŁYW x TAMO
Może największym wyzwaniem jest to, żeby się obudzić z poczuciem, że jesteśmy kompletni. Że bardzo wiele już mamy. I że warto to zobaczyć.
Taką opowieścią jest też książka, bo zawiera te wszystkie historie i dowody na istnienie światów i przestrzeni wewnętrznych. Czucia tego miasta i miejsca, przez czułość i wrażliwość artystów. Wcześniej wspominałaś, że salony kiedyś były tworzone przez kobiety. Czy chcesz coś więcej o tym powiedzieć?
T: Na dwa tygodnie galeria zamieniła się w mieszkanie. To sytuacja, w której kurator staje się gospodarzem, a odbiorca gościem. Od lat przyglądam się temu, jak niedostępny potrafi być świat sztuki i zaczęłam testować metody oswojenia przestrzeni sztuki przez ludzi.
Było dla mnie ważne, żeby stać się tutaj gospodynią. Witać ludzi w kapciach, poznać ich imiona, dowiedzieć się czegoś o nich. Uważność na człowieka i tworzenie warunków do spotkania umożliwiła skala wydarzenia. Gdyby salon był większy, te gesty byłyby niemożliwe. Stumetrowe mieszkanie było idealne.
Jednym z obrazów wiszących w dużym pokoju, był portret Clary Schumann – pianistki i kompozytorki, żony "tego" Schumanna, matki ośmiorga dzieci – namalowany przez Katarzynę Swinarską. Obowiązki żony i matki, uniemożliwiły jej rozwój kariery. Historyczne salony literackie były dla kobiet przestrzenią sprawczości – to one tworzyły warunki do wymiany myśli, budowały sieci relacji, łączyły. Interesuje mnie to przełożenie: kobieca troska nie jako poświęcenie, ale jako siła.
Salon Literacki był formą otwartego domu. Szansą na to, żeby rozmawiać o rzeczach ważnych w nieformalnej atmosferze.
W jaki sposób chciałeś opowiedzieć o Gdyni i jej architekturze w książce?
K: W zeszłym roku dostałem od miasta propozycję przygotowania książki promocyjnej na stulecie Gdyni. Ponieważ założyliśmy galerię sztuki współczesnej Przypływ, pomyślałem, że ciekawie byłoby opowiedzieć o mieście nie tylko przez moje fotografie, lecz także przez sztukę współczesną.
Sztuka potrafi uchwycić coś, czego często nie da się opisać wprost. Gdy artysta pracuje szczerze i czerpie z własnych doświadczeń, zdarza się, że dotyka czegoś ważnego, czasem jeszcze nienazwanego albo niedostrzeżonego. Jeśli robi to w kontekście Gdyni, jego praca może pokazać coś bardzo prawdziwego o tym miejscu.
Dlatego książka stała się zaproszeniem do świata, który wciąż nie jest do końca opowiedziany. Nie zastępuje wcześniejszych publikacji o Gdyni, raczej je uzupełnia, dodając perspektywę sztuki i osobistego doświadczenia.
Chcieliśmy też, żeby książka nie była tylko obiektem do oglądania, lecz początkiem rozmowy. Dlatego wokół niej powstała przestrzeń spotkań. Na ścianach galerii pokazujemy prace artystów związanych z Przypływem, zapraszamy też twórców wzornictwa. Wspólnie próbujemy budować coś, co można by nazwać współczesnym gdyńskim wnętrzem.
Kacper, tytuł Twojej książki to “Sto lat śnienia Gdyni”, jak myślisz o czym śni Gdynia teraz?
K: Myślę, że dziś Gdynia śni o poczuciu bezpieczeństwa, harmonii i spokoju. O tym, żeby cieszyć się tym wszystkim, co udało się nam cywilizacyjnie osiągnąć. O docenieniu rzeczy, które są na wyciągnięcie ręki, bezpłatne, a bezcenne.
Może największym wyzwaniem jest to, żeby się obudzić z poczuciem, że jesteśmy kompletni. Że bardzo wiele już mamy. I że warto to zobaczyć.
T: Podpisuję się pod wypowiedzią Kacpra. Chociaż życzyłabym Gdyni jeszcze więcej sztuki, więcej wydarzeń kulturalnych. Salon trwa jedynie dwa tygodnie, a mamy dowody, że potrzeba wśród ludzi jest ogromna.
Czym zajmuje się kuratorka doświadczeń, w jaki sposób pracujesz? Opowiesz jak ta praca różni się od klasycznego kuratora w galerii?
T: W tradycyjnym rozumieniu kurator to osoba, która zawodowo zajmuje się organizacją wystaw. Pracuje na dziełach, treściach, budowaniu narracji. Ja zajmuję się projektowaniem warunków pod to, co w danej przestrzeni ma się wydarzyć, co ludzie ze sobą zrobią. Pracuję na relacjach, emocjach i czasie. Ważna jest też dla mnie sprawczość odbiorcy, czyli pozostawienie przestrzeni na decydowanie.
Pracując nad Salonem Literackim, zarówno meble, jak i sztuka były narzędziami, dzięki którym udało się stworzyć warunki skracające dystans, zachęcić do bycia w tej przestrzeni. Wydarzenie jest dla mnie rodzajem medium, przez które wypowiadam się na temat ludzkich potrzeb. Tutaj największą potrzebą było zrównoważenie cyfrowych doświadczeń przez spotkania na żywo.
Kacper, Ty z kolei upiekłeś własny chleb na spotkanie. Czemu zdecydowałeś się akurat na to?
K: Myślę, że chleb jest jednym z takich archetypów domu. Chleb powszedni, który się spożywa i wytwarza, jest czymś bardzo podstawowym. Z jego pieczeniem wiąże się coś źródłowego, bardzo głęboko zakorzenionego w ludzkiej tradycji.
Kiedy hoduje się zakwas, a potem na tym zakwasie rośnie chleb wyrabiany własnymi rękami, można poczuć materię, zobaczyć jak ona się zmienia, jak rośnie. Pilnuje się całego procesu, a potem można się tym podzielić z innymi. To jest taki powrót do źródła. Jeśli dzielę się czymś, co będziemy jeść, to dzielę się efektem pracy rąk.
T: Warto dodać, że Twój zakwas ludzie zabierali ze sobą do domu i rozdaliśmy naprawdę wiele słoików.
K: To prawda. Dzielenie się zakwasem jest mocno zakorzenione w tradycji dzielenia się tym, co najcenniejsze. Zresztą znajdujemy się w modernistycznym budynku Bankowca, a przestrzeń naszej galerii jest w istocie przestrzenią mieszkania, w którym kuchnia odgrywa bardzo ważną rolę. Gdy wchodzi się do Przypływu, pierwszym pomieszczeniem, które się widzi, jest właśnie kuchnia.
Staramy się, żeby pierwsze pytanie, które słyszysz, brzmiało: czego się napijesz, kawy, herbaty, wody? To oswaja odbiorcę z tym miejscem i wprowadza zupełnie inny kontekst spotkania. Kawę na wydarzenie mamy również od lokalnej palarni.
Jak wy doświadczacie miast i przestrzeni?
K: Moje doświadczenie Gdyni i moja jej znajomość wynikają z połączenia dwóch perspektyw. Pierwsza to perspektywa wnętrz. Wnętrzem może być mieszkanie, ale też ulica, gdzie ścianami są elewacje budynków. Wnętrzem może być las albo otwarte wnętrze morza, gdzie z jednej strony jest klif, a z drugiej bezkres horyzontu.
Drugą perspektywą jest dla mnie przestrzeń pomiędzy chmurą a lądem. Gdy lecę na paralotni i patrzę z góry, próbuję zrozumieć i odczuć miejsce, z którego wynika Gdynia.
Ta przestrzeń ma bardzo czytelny, naturalny porządek. Z jednej strony są lasy porastające wzgórza morenowe, z drugiej morze. Ze Śródmieścia Gdyni w piętnaście minut można dojść albo na plażę, albo do lasu, który ciągnie się kilometrami i daje dostęp do pierwotnej natury. Z lotu ptaka widać to wyjątkowo wyraźnie.
Lecąc, nie obowiązują mnie ziemskie podziały ani płoty. Widać większy porządek miejsca. Czasem marzy mi się, żeby z takiej perspektywy mogli korzystać także architekci i urbaniści, bo łatwiej wtedy poczuć większy porządek, a w nim odnaleźć strukturę miasta i krajobrazu.
Co składa się na doświadczenie przestrzeni. I jaki zmysł jest ważny w tym odbieraniu?
T: Przede wszystkim odczuwanie przestrzeni jest dla mnie o uwzględnieniu wszystkich zmysłów. Wzrok jest tylko jednym z nich. Bardzo bliska jest mi filozofia feng shui, poczucie bezpieczeństwa we wnętrzu, dobór materiałów ponad hegemonię oka. Jednym z kierunków, który ukończyłam jest architektura wnętrz, ale bardzo szybko wiedziałam, że nie będę wykonywać tego zawodu. Mój tata zawsze powtarzał, żebym myśląc o przyszłej pracy wybierała styl życia, który chcę prowadzić. Architekt wnętrz spędza mnóstwo czasu przed komputerem, chcąc nie chcąc – głównie skupia się na tym, co wizualne.
K: W ostatnich dniach przyszła do mnie taka refleksja, że wyzwanie może nie leży w intelekcie ani w wyobraźni, lecz w świadomości rzeczywistości. W tym, że przestrzeń odbieramy przede wszystkim przez ciało. Każdy jej aspekt oddziałuje na nasze zmysły.
Oczywiście świadome posługiwanie się językiem architektury to także znajomość przepisów, ergonomii ruchu człowieka czy właściwości materiałów. Ważne są proporcje, barwa, akustyka, rytm przestrzeni i czasu. To wszystko ma znaczenie.
Ale równie istotna jest świadomość własnego ciała i umiejętność odczytywania tego, jak ciało reaguje na przestrzeń, jakie daje sygnały i jakie pojawiają się w nim odczucia. Tajemnica procesu twórczego polega na konfrontowaniu świata wyobrażonego z tym rzeczywistym, odbieranym przez ciało.
Dlatego potrzebna jest praktyka uważności. Obecności. Bycia naprawdę w miejscu, tu i teraz. Czasem bardzo odkrywcze jest po prostu odwiedzić własne ciało i zauważyć: siedzę. Czuję, w jaki sposób siedzę. Jeśli wtedy się przeciągnę, albo wyprostuję. To znak, że odpowiadam na sygnał, który ciało właśnie wysłało…